Zasadniczo obuwniczo, czyli bajka o Kocie w butach

lana-campher-126512

Nie płakał. Wydawał dźwięki podobne do pisków małego kotka. Zauważył to starszy brat i zanim  nadeszły roztopy i w kościele dostał chrześcijańskie imię, w domu nazywano go Kotem. Jak łatwo się domyślić, tak już zostało. Kot rósł mizerny, niedożywiony, nieszczęśliwy, maminym cyckiem niekarmiony, bo się jej w połogu zmarło. Wiecznie mu czegoś brakowało i cały był zrobiony z tego niedoboru. Gdy podrósł, jego miauczenie ucichło, bo i skarżyć się nie było komu. Pojednany jakoś ze swoim kocim losem biegał po obejściu, po wsi, po polach i łąkach – po całym swoim świecie boso, jak jego rówieśnicy w tych ciężkich czasach. W zimne dni starał się nie opuszczać izby. Nie miał butów. Człapiąc w za dużych drewnianych chodakach starszego brata poruszał się z trudem i nieskrywaną niechęcią jedynie tam, gdzie musiał i jedynie wtedy, gdy brat ich nie potrzebował.

W niedzielne poranki ojciec brał Kota na mszę – wtedy brat zostawał w domu. Kot zamiast świętych obrazów, podziwiał buty księdza proboszcza. Ze spuszczoną nabożnie głową (łatwiej się wtedy butom przyglądać), ze złożonymi rękami Kot modlił się do Wielkiego Szewca o parę skórzanego obuwia, jaką widział na nogach księdza: buty były pasowane, skórzane, zelowane. Podobało mu się, że dobrodziej stawiał w nich pewne kroki, które w świątyni nie dudniły echem, jak chłopskie chodaki. Brat chodził na wieczorne nabożeństwo z dzieciakami sąsiadów.
Dzielili się tymi butami tak długo, jak mogli. Czyli długo. Aż wreszcie nadszedł czas, gdy Kot dostał chodaki na własność.

Zyskawszy w ten sposób pewną samodzielność w przemieszczaniu się, chłopak ujrzał świat większym, niż mu się wydawał. Co jakiś czas dostawał chodaki po starszym bracie. Rósł i naoglądał się w życiu wielu par butów, zanim poszedł w kamasze.

Do wojska Kot nie chciał, nikt nie chciał, ale co było robić? Ojciec postawiony przez władze przed wyborem pozostawienia tylko jednego syna na gospodarce, nie miał wątpliwości, że starszy, silniejszy, bardziej doświadczony jest mu gwarantem przeżycia, podczas gdy Kota można spisać na straty. Surowe to, ktoś powie, jednak takie było życie i takie ludzkie rozumowanie, o które Kot do ojca pretensji nie miał.

Odebrawszy z magazynu swoją parę lichych, choć skórzanych butów Kot walczył w nich na wojnie, awansował, został ranny, umierał, jednak wrócił do żywych, a tym samym w stan spoczynku. Na nic się armii zdały jego pokiereszowane kulasy, dlatego zatrzymawszy buty zamieszkał w przytułku w jednym z wielkich miast trawionego wojną kraju. Do domu nie chciał, bo i domu nie było: ojciec i brat zaniemogli i na przednówku i gdy Kot umierał w improwizowanym szpitalu, obaj zmarli. Ziemię podobno zajęli sąsiedzi nie wierząc w powrót Kota. Nie miał im tego za złe i praw swoich nie chciał dochodzić.

Lata mijały mu na naprawianiu – swoich butów i ojczyzny, która odzyskawszy niepodległość potrzebowała każdej pary rąk do pracy, nawet tej należącej do wojennego weterana. Nóg naprawić nie mógł, ale o nogi ojczyzna nie pytała.

Z dziecięcych bosych snów o proboszczowych butach, z chłopskich chodaków po starszym bracie, z żołnierskich kamaszy trafił Kot wreszcie do szewca, co mu na miarę sprawił buty. Tylko że ortopedyczne. Z wiekiem obrażenia wojenne dawały się Kotu mocno we znaki, odczuwał ból przy każdym kroku. Zlekceważone powikłania okazały się brzemienne w skutki. Teraz, gdy w końcu Kota stać było na buty, musiał pogodzić się z faktem, że nie będą takie, o jakich marzył od dziecka.

W butach kaleki doszedł Kot do swojego końca i w nich go pochowano.

Rodzimy się boso. Stopy dostajemy gratis. Umiejętności chodzenia się uczymy. W butach zakładanych nam przez troskliwe mamy idziemy pewnie przez dzieciństwo. Nie zawsze wyglądają te buty tak, jak dziecięca głowa marzy, ale dobrą wolę rodzica biorąc za pewnik idziemy dalej. Potem buty wybieramy sami.
Czy na pewno?

Co masz teraz na nogach? W czyich butach chodzisz? Na pewno we własnych, samodzielnie i świadomie wybranych? Czy ktoś Cię wciska w nietwoje buty? Wygodnie Ci w nich? Czy Twoje obuwie Cię określa – Twój zawód, status społeczny, gust choćby? Co mówi? Masz na pewno więcej par nie tylko jedną. Kiedy zakładasz te “w gości”, a kiedy klapki?

W cudzych butach brzydzisz się chodzić, ale cudze przekonania przymierzasz i nosisz bez wstrętu.
Sprawdź to.
Po prostu.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s