Kluczowe pytanie

katy-belcher-43836

Kiedy Zo zgubiła klucze, MMŻ wymienił zamki. To logiczne, tak się po prostu robi. I te nowe klucze były dla niej jakby mniej domowe, mniej swojskie i dużo musiało minąć czasu, zanim się z nimi zakumplowała na tyle, żeby od razu trafiać właściwym kluczem do właściwej dziurki. Po ciemku, albo na szybko, bo ze szkoły, a zaraz do koleżanki, przecież trzeba się pospieszyć, nastoletnie życie nie czeka, głupie nowe klucze, nie rozumieją, no mamo, no. Nowe klucze dostały stary breloczek, żeby choć trochę były oswojone. Zo mocno się przywiązuje do rzeczy. MMŻ zawsze i niezmiennie ma problem z zapamiętaniem, który klucz do czego. W zasadzie to nie problem, on w tym problemu nie widzi. Zwyczajnie nie przywiązuje wagi do takich detali. I dobrze. Zagubione klucze Zo odnalazły się po jakimś czasie pośród bałaganu w jej pokoju.

A ja?
Tyle mieszkań udzielało mi schronienia! Mieszkanie to żywy twór, mówię Ci. No, popatrz tylko: nasza znajomość zwykle rozpoczynała się od ogłoszenia w anonsach (znasz je: Mieszkanie do wynajęcia…) lub przez wspólnych znajomych. Nieśmiałe zwiedzanie, przymiarki do wspólnego życia, kalkulacje… Na początek prezentowało się dobrze, jednak po wprowadzeniu się wychodziły: cieknąca rura, psujące się gniazdko, krzywa szuflada czy spaczona framuga okna. Cóż, nikt nie jest idealny. Wynagradzały to: krzew bzu tuż za oknem, mili sąsiedzi, przestronne wnętrze albo lokalizacja. Romans z każdym z mieszkań był dłuższy lub krótszy, ale wciąż był tylko romansem. Niektóre obiecywały trwalszy związek z możliwością kupna, inne z założenia były na określony czas. Nowy amant na samym początku obdarowywał mnie biżuterią w postaci kluczy. Rozstanie z mieszkaniem zawsze wiązało się z ich zwrotem. Koniec miłostek, oddaj, niunia biżuterię i au revoir! Następny!

Nosiłam klucze wielkie, jak te od kościelnej bramy i małe, bo od skrzynki na listy. Nosiłam stare, ozdobne, jak z bajki i takie zwyczajne, jakie się dorabia wszędzie. Miałam je w liczbie sztuk trzech, pięciu, nawet dziewięciu jednocześnie. Przeznaczenie niektórych pozostawało zagadką. Nigdy żadnego nie zgubiłam, za to kilka znalazłam. A breloczki? A zawieszki? Smycze? Pierdółki? Pomagały wyjąć klucze z przepastnej torby, jednak wraz ze zmniejszającymi się jej gabarytami ostatecznie u mnie zniknęły.
Dla niektórych dorosłych przewieszka do kluczy jest pretekstem do noszenia zabawek, nie sądzisz? Nie widzę w tym niczego złego. Można też zamanifestować swoje upodobania albo przynależność, ale dyskretnie, bo kluczy nie pokazujemy obcym i raczej nie wyjmujemy bez potrzeby.
Klucze to taki przedmiot, który się wyjmuje przed drzwiami i zostawia tuż po drugiej ich stronie. Nikt nie zwraca na nie uwagi, póki spełniają swoją rolę. Są narzędziem i tyle. I tak ma być. Czy klucz to tylko klucz?

Posiadanie kluczy to odpowiedzialność. Taki klucznik to kiedyś nie był byle kto! A teraz prezydent miasta rozdaje symboliczne klucze do bramy miejskiej zasłużonym osobom. Umówmy się: nie powierzymy kluczy do miejsc, w których trzymamy swoje-coś komuś komu nie ufamy.
Pamiętam czasy, gdy dzieciaki nosiły klucz na szyi. Dyndał sobie na tasiemce, sznurówce albo wstążce z kwiaciarni, na sznurku albo na rzemyku. Zazdrościłam im tej odpowiedzialności – ja czas po szkole spędzałam u babci mieszkającej niedaleko naszego domu. Tak, odpowiedzialności. To był wyraz zaufania rodziców do dziecka, coś w stylu: “Obiecaj, że nie zgubisz, nikomu nie dasz i nie przyprowadzisz tu całej bandy kolegów”. Pierwszy krok w dorosłość i klucz był tego symbolem.

Tak się jakoś złożyło, że przez ułamek życia dorabiałam klucze, takie najprostsze, jakie noszą przy sobie mieszkańcy domów bez drzwi antywłamaniowych. Zaskoczyły mnie właśnie przedmioty dopinane do kluczy. No bo rozumiem, żeton do sklepowego wózka, wieża Eiffla, brudny pluszaczek, miniśrubokręt, otwieracz do piwa, Tamagotchi, figurka Anakina Skywalkera. Ale różaniec? Zdjęcie z dzieciństwa wetknięte w taki specjalny kawałek plastiku? Etui z zapasowymi okularami? Widelec? Radziecki medal po pradziadku? Zapalniczka w kształcie członka? Obrączka? Milczałam, nie oceniałam, nie odzywałam się. I tylko jednemu starszemu panu odradziłam noszenie kluczy spiętych razem z portfelem i telefonem komórkowym. Nie posłuchał.
Jak wiele mówią o nas takie przedmioty… Przyjrzyj się swoim kluczom: dlaczego masz akurat ten breloczek? Czy ten jest w porządku? Może czas na zmiany?

Lubię klucze, które są teraz moje. Te domowe. A Ty? Co otwierasz swoimi kluczami? Ukochane pielesze, jak ja? A może wstrzymujesz oddech wkładając klucz do zamka, bo po drugiej stronie nie czujesz się komfortowo? To można zmienić. Jeśli nie wnętrze, to… klucze. Przerabiałam i to, więc mi uwierz.
Przyjrzyj się sobie w chwili, gdy otwierasz drzwi miejsca, które nazywasz domem. Zauważ, co czujesz. Kto na Ciebie czeka albo na kogo będziesz czekać? Jak się z tym czujesz? Moment otwierania drzwi to właśnie taki dobry moment, żeby się na sekundę nad sobą zatrzymać – spróbuj. Weź oddech i sprawdź, co masz w środku. Zawsze się cieszę wracając do domu – to cudowne uczucie i chciałabym, żeby każdy mógł je poczuć.

Potrzebujemy kluczy. Drzwi bez zamka czy kłódki są otwarte dla każdego, co czyni to miejsce dla wszystkich i jednocześnie dla nikogo. Kluczem chronimy więc swoją prywatność, oddzielamy swoje miejsce od miejsc innych ludzi.

Po prostu.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s