Parasolki są na deszcz

freddie-marriage-199100

Urodziła się pod parasolką. Fenomen porodu ulicznego. Pierwsze, co mogły ujrzeć jej niedowidzące jeszcze oczy, to nieco sfatygowane sklepienie świata z drutów i materiału w pepitkę. Parasolką osłaniał rodzącą przed ludzkim wzrokiem przechodzień, obcy człowiek.
Później parasolka mamy chroniła jej wózek przed jesiennymi deszczami. Dźwięk uderzających o tkaninę kropel uspokajał, sprawiał, że to, co zewnątrz było jeszcze bardziej na zewnątrz.
W dziecięcych zabawach parasolka była łódką, namiastką namiotu, karuzelą dla pluszaków, tarczą w walce na tekturowe miecze.
Latem parasolka na plaży dawała niewielki cień, tylko dla niej. Czasami robiła za wiatrochron.
I pierwszy pocałunek też był pod parasolką, niezdarny taki.

Zawsze nosiła parasolkę w torebce, niezależnie od pogody. Niespodziewany deszcz, niespodziewany poród mogą się przecież zdarzyć w każdej chwili. Czasami je gubiła, czasami psuła. Bywało, że pożyczała potrzebującym. Rzadko zwracali.
Kupowała ludziom parasolki w prezencie. Obdarowany zwykle nie krył zdziwienia, jednak nie zdarzyło się jeszcze, by ktoś się nie ucieszył i nie korzystał z podarku. Myśl, że mogła stworzyć komuś jego mikro świat podczas deszczu, sprawiała jej radość. Decydowała o kolorze, deseniu nad czyjąś głową. Projektowała nastrój. Nigdy nie kupowała czarnych parasolek.
Była nadzwyczaj staranna w ich wyborze. Mocny szkielet przy jednoczesnej lekkości konstrukcji, solidny materiał, wygodny uchwyt – to priorytety. Kolory i wzory to już kwestia fantazji.

Poznała go, gdy wysiadała z taksówki i mocny wiatr połamał jej otwieraną parasolkę. Podbiegł, szarmancko osłonił przed siekącym deszczem. Odprowadził pod same drzwi. To nic, że pod czarnym parasolem.
Kiedy podczas spacerów zaczynało padać, ujęty pod ramię otwierał ten swój czarny parasol. Przecież nie będzie szedł pod jej parasolką w groszki, to takie niemęskie. Nie pozwoli jej iść obok, bo to nie po dżentelmeńsku.  Chciał ją mieć blisko, bardzo blisko, nie na odległość drutów.  To dobrze, nie?
Po dżentelmeńsku była za to krytyka jej wyborów, jej gustu. Słuchała, ale się nie zmieniała. Kiedy zaczynał pluć, otwierała parasolkę. Izolowała się pod nią. Gdy połamana nie służyła więcej ochronie, wymyślała nową. Wraz z nasileniem jego ataków, stawała się coraz bieglejsza w tworzeniu parasolek. Prawie go zza nich nie widziała. Odkąd stał się zazdrosny, był zaborczy i okrutny. Pewnego dnia ją uderzył. Parasolki, których kilka trzymała wtedy oburącz upadły na ziemię. Pozbierała je i odeszła.
Naprawiła połamane, pozszywała podarte, od tego dnia cały czas nosiła je wszystkie ze sobą. Na wszelki wypadek. To były dni bez kropli deszczu – jedyne, co padało, to jej łzy.

Milcząca, zgarbiona, objuczona parasolkami szła dalej mijając ludzi wpatrzonych w niebo. Było ich coraz więcej. Gdy przystanęła, z trudem zadarła głowę i zobaczyła go. W pochmurny dzień spadł z nieba zamiast deszczu. Wiatr zniósł jego paralotnię i mężczyzna cudem uniknął wypadku. Nie potrzebował parasola i nigdy go nie nosił przekonany o tym, że przed deszczem nie trzeba się osłaniać. Zakochał się w jej dłoniach i nawet trzymany w nich bukiet otwartych parasolek go nie zniechęcił. Oswajał ją, jak piękne, dzikie zwierzę odbierając jej po jednej co jakiś czas. Pozwalała mu. Aż nie zostało żadnej, nawet tej od deszczu.

I wtedy zaczęło padać. Po raz pierwszy świadomie bezbronna wobec pogody zmokła, przemokła do suchej nitki. Razem z nim. A później wyschła, bo wycierali się nawzajem szorstkimi ręcznikami. Nauczyła się, że wyschnie za każdym razem, gdy zmoknie.

Nosisz parasolkę na deszcz czy na wszelki wypadek? Skąd ją masz? Wybrałaś sama? Ktoś Ci ją dał? Kto taki? Kto projektuje Ci to, co nad głową w deszczowe dni?

Odpowiesz sobie, tak po prostu?

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s