Grzebień czyli to w głowie, co na głowie

brandi-redd-222238

Gdy mowa o narzędziach ludzi pierwotnych, na myśl każdemu absolwentowi choćby podstawówki przychodzą najczęściej prymitywne ostrza. No bo zaraz po maczudze kamienne ostrze wydaje się być najsensowniejszym sposobem radzenia sobie z dziką rzeczywistością. I to jest w porządku. Kiedy okiełznana nieco rzeczywistość nie stawia co rusz zagrożeń, czas pomyśleć o poprawieniu jej wyglądu. Czyli swojego. Swojego wyglądu. Bo rzeczywistość we własnym wydaniu człowiekowi najbliższa. Od zawsze.

Wyobraź sobie: grzebień jest jednym z najstarszych narzędzi, jakimi posługiwali się ludzie. Najpierw taki z drewna, zwierzęcych kości pomagał dbać o wygląd, ale przede wszystkim o higienę – wszy nie były problemem chyba tylko w erze dinozaurów. Dziś grzebienia bez spiny nie używają tylko łysi, bo jego brak w naszej kulturze wskazuje kogoś, kto nie dba o siebie. Nawet pan żul czesze się wychodząc do Żabki po Tatrę. Jak “klient w krawacie jest mniej awanturujący się”, tak uczesane włosy dodają +10 do trzeźwości i samoogarnięcia w oczach pani ekspedientki. Nie ma co: włosy są dzisiaj ozdobą, ich stan i wygląd mają ogromny wpływ na to, jak postrzegamy człowieka i są jednym z najistotniejszych elementów naszego wyglądu.

Dobry fryzjer jest na wagę złota, a numer jego telefonu klientki podają koleżankom z niemal orgazmiczną przyjemnością. Włosy to intymność, seksualność, te sprawy. Wiadomo. Nie każdemu pozwalamy ich dotykać, a jeśli już – ten dotyk ma czemuś służyć: poprawieniu wyglądu, wzmocnieniu więzi, pogłębieniu stopnia intymności między dotykającym/głaskającym a dotykanym/głaskanym. Niezależnie od płci, od wieku. Pomyśl: wciąż w wielu kulturach kobiety są zmuszone zakrywać włosy przed obcym wzrokiem. Takie włosy to siła. Niekoniecznie biblijna, jak u Samsona, ale siła wywierająca wpływ. Włosy to żywioł.

Ciągnie ją za włosy, szarpie szczotką, grzebieniem na zmianę. Obok leży przygotowany cały arsenał spinek, wsuwek, gumek, kokardek i tego typu badziewia. Jak narzędzia chirurgiczne na sali operacyjnej. Mała ma rzadkie, jasne włosy, które dopiero co zaczęły rosnąć. Matka nosi pretensjonalną, starannie wypielęgnowaną fryzurę utrwaloną litrami żelu czy tam innego lakieru. Jej czarne, gęste włosy przypominają hełm. Niesforne, puszyste włosy dziecka nie poddają się nerwowym zabiegom fryzjerskim coraz bardziej zdenerwowanej matki. Dziewczynka, która do tej pory zaciskała powieki, usta i piąstki czerwienieje na twarzy i wpada w płacz. Kobieta próbuje uciszyć dziecko:
– Czemu beczysz?! Masz być cicho, słyszysz?! W tej chwili!!!
Ciągnie i szarpie jeszcze zacieklej. Mała próbuje uciec matce, ta z sykiem przytrzymuje ją za włosy. Dziecko wpada w szloch, matka zaczyna płakać, szarpią się tak obie wśród łez i krzyków.
-Widzisz? Przez ciebie maminka płacze. Tego chciałaś?!
Mała jest za mała, żeby zrozumieć. Zachowanie matki ją przeraża. Pozwala więc wyrwać sobie jeszcze trochę włosów, zawiązać kucyki, wpiąć spinki. Boli ją skóra głowy, boli ją głowa, pieką oczy, osmarkaną buzię wyciera ukradkiem w sukienkę. Najbardziej boli ją w środku coś, czego nie potrafi jeszcze nazwać.
Tak będzie co dzień.
Po kilku latach wytresowana dziewczynka podczas porannego czesania bez cienia niezadowolenia na twarzy ucieka w świat fantazji , byle tylko nie czuć, byle nie być tutaj, nie być sobą. Po kolejnych kilku latach matka tego dziecka wciąż załamuje ręce nad włosami córki, że takie niesforne, rzadkie, takie gówno. Ostatecznie traci zainteresowanie upiększaniem głowy dziecka, gdy to zaczyna dorastać.
Mała jest duża. Nie upina włosów, nosi je rozpuszczone. Włosy ma rzadkie, nieco ściemniały. Nie jest z nich zadowolona. Czesze się, owszem. Nie patrzy wtedy w lustro, ocenia jedynie efekt końcowy. Nie rozczesuje włosów delikatnie, tylko szarpie, jak robiła to jej matka kiedyś. Z zaciśniętymi ustami, z głową gdzie indziej.
Pewnego dnia coś pęka. Czesze się uważnie patrząc w lustro, ze spokojem i bez bólu rozczesuje włosy. Jej dłonie są jej, nie matki. Grzebień przestaje być narzędziem tortur, a i ze szczotki jakby ktoś zdjął klątwę. Duża-mała czuje moc: może się sobą zaopiekować, zająć najlepiej, jak tylko potrafi. Może dbać o siebie tak, jak tego potrzebuje. Sama.

Wyrywasz sobie włosy przy czesaniu? W ogóle zwracasz na to uwagę? Musisz być twarda, życie to nie bułka z masłem, życie to nie bajka, nie ma co się mazgaić, no pain – no gain i te sprawy? Musisz wyglądać czy olewasz? Bo jak twierdzisz, że musisz, to jesteś w błędzie. Jeśli olewasz – też nie masz racji. To jest proste: to jest Twoja głowa, rób z nią, co chcesz, tylko błagam: bądź pewna, że to Ty tego chcesz, że to Ty tego potrzebujesz. Nie inni. Jak na zewnątrz, tak i wewnątrz.
Tak jak nie masz totalnego wpływu na strukturę włosów, na ich gęstość, tak nie masz totalnego wpływu na zawartość głowy – przez wiele lat byłaś pod wpływem osób ze środowiska, które niekoniecznie sobie wybrałaś. Teraz wybieraj mądrze, wybieraj dobrze. Fryzurę i treści, którymi karmisz głowę. Nie komplikuj, zobacz, co jest zamiast tego, co było.

Po prostu.

 

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s